• Katarzyna S

MOTYWACJO I WYTRWAŁOŚCI GDZIE JESTEŚCIE?

Dlaczego zawsze jesteśmy najlepsi w planowaniu zmian, ale sama realizacja już nas przerasta?


Wiele razy zastanawiałam się jak to jest, że sami siebie oszukujemy, wmawiamy sobie, że tym razem będzie inaczej a jak przychodzi co do czego to po tygodniu wracają nasze dawne nawyki. I to jeszcze czasami ze zdwojoną siłą.


Planowanie, planowanie, planowanie...


Moim największym marzeniem było od zawsze być wysportowaną poliglotką.


Śniłam o tym by znać conajmniej kilka języków, a przy tym mieć świetną kondycję i figurę.


6 na 10 podejść kończyło się na rozpisaniu planu, a następnie rzuceniu go w kąt.

Warto nadmienić, że moje plany były zazwyczaj nierealne - np. ćwiczenie 2 godziny dziennie, potem uczenie się języków przez 2 godziny.


Kolejne 4 podejścia to były nieudolne próby trzymania się planu. Niestety, zazwyczaj już po tygodniu byłam tak zniechęcona do dalszych działań, że wracałam do dawnego życia.


Na pewno znacie to i z własnego doświadczenia. Tego typu porażki jeszcze bardziej zniechęcają - po co próbować, jak i tak wiadomo jak to się skończy.

Jak więc w końcu po n-tej próbie udało mi się uczynić z moich postanowień nawyk?

1. Metoda 10 minut.

Jak wspominałam moje plany treningowe i językowe były nierealne.

Zakładałam, że każdego dnia po pracy spędzę ponad 4 godziny na realizacji swoich celów.


Wydawało mi się, że jak już mam coś robić to powinnam to robić na całego. Wszystko, albo nic. I najczęściej po paru dniach to było nic. Wielkie nic.


Co więc zrobiłam? Postanowiłam poświęcić na ćwiczenia 10 minut dziennie, to samo na naukę hiszpańskiego.


Czyli łącznie 20 minut. Nagle okazało się, że było mi zwyczajnie wstyd nie poświęcić tych paru chwil każdego dnia. I tak moi kochani rodzi się nawyk. Po dwóch miesiącach nie byłam w stanie wyobrazić sobie dnia bez ćwiczeń i nauki. Z czasem 20 minut wzrosło do godziny, dwóch, trzech. W niektóre dni to dalej było tylko 20 minut, ale nie poddwałam się.


Miałam wzloty i upadki, ale wiedziałam, że tych 20 minut nie wolno mi odpuścić.



2. Łączenie nowych celów z wyrobionymi nawykami

Na pewno masz jakieś nawyki. Rzeczy, które robisz każdego dnia o podobnych porach, albo po określonych czynnościach.


Na przykład po wstaniu z łóżka idziesz do łazienki i myjesz twarz. Spróbuj swoje nowe postanowienia połączyć z tym co już masz we krwi. Pamiętając o zasadzie małych kroków spróbuj w tym tygodniu zrobić jakąś rzecz zaraz po przebudzeniu. To może być pościelenie łóżka (o ile już tego nie robisz), zrobienie kilku przysiadów czy wypicie szklanki wody z cytryną.


Nie przesadzaj! Na początku zdecyduj się na coś relatywnie łatwego. Postaraj się, aby wykonanie danej czynności nie zabierało więcej niż 15 minut.

3. Minimalizacja traconego czasu


Wiele z nas narzeka, że nawet jak mamy chęci to ciągle brakuje nam czasu.

Bardzo chętnie nauczylibyśmy się japońskiego, ale gdy wracamy do domu z pracy czy szkoły to jesteśmy już zwyczajnie wyczerpani.

Sama używałam tj wymówki przez bardzo długi czas.



(Skrypt mojej wewnętrznej rozmowy poniżej)

-Przecież mam prawo do odpoczynku!

-Mam i każdy ma, ale bądź wobec siebie szczera. Czy na pewno nie masz czasu na swoje cele? Twój dzień wypełniony jest obowiązkami 24 godziny na dobę?

-Chyba wolno mi się wyspać i zjeść. Czasem chcę się też zrelaksować. Nie jestem przecież robotem.


Takimy wymówkami karmiłam się przez większość swojego życia. Dość długo zajęło mi uzmysłowienie sobie, że tak naprawde mam czas. Mam, ale nie umiem go porządnie wykorzystać.


Postanowiłam zacząć monitorować ile czasu spędzam na których stronach (używam TimeStats dla Google Chrome) Wyniki mnie zaskoczyły.

Zorientowałam się, że codziennie przeglądałam media społecznościowe przez około godzinę!



Sporo czasu spędzałam też na youtube - oglądając bezwartościowe filmiki.Polecam zainstalować i przekonać się samemu jak wiele czasu tracimy!

Już samo monitorowanie sprawiło, że zaczęłam ograniczać spędzanie czasu na głupotach.


Jeżeli większość czasu spędzasz na telefonie też możesz zainstalować aplikacje blokujące czy monitorujące Twoją aktywność (Kiedyś napiszę o nich więcej)

4. Wizualizacja celu

Dlaczego tak łatwo rezygnujemy z obranego celu?

Obiecaliśmy sobie, że będziemy ćwiczyć, a właśnie wcinamy drugiego pączka. Mieliśmy uczyć się francuskiego, a oglądamy kolejny odcinek serialu.


Problemem jest tu odległość nagrody.

Ćwiczenia dadzą pierwsze efekty po miesiącu, pączek rozumie od razu.


Z pomocą przychodzi wizualizacja celu. Kiedy nie możesz się zmotywować, spróbuj zamknąć oczy na kilka minut. Wyobraź sobie osobę, którą chcesz być. Co ta osoba robi? Jak wygląda? Gdzie jest? Postaraj się uwzględnić w tej scenie jak najwięcej szczegółów. Sytuację dobierz odpowiednio do celu.



Marzysz o tym by nauczyć się japońskiego? Wyobraź sobie, że spacerujesz ulicami Tokio, odwiedzasz miejsca, które znasz dotąd tylko z seriali, próbujesz tutejszych przysmaków. Język dotąd tajemniczy staje się Twoim językiem. Nie musisz podążać turystycznymi szlakami, możesz odkrywać prawdziwą kulturę i rozmawiać ze zwykłymi ludźmi.


Czy nie jest to piękne? A może marzysz o tym żeby być bardziej wysportowany/a?Wyobraź sobie jak biegniesz w jakimś pięknym, malowniczym miejscu. Biegniesz szybko, ale bez zmęczenia. Pokonujesz kolejne przeszkody, które stają na Twojej drodze bez jakichkolwiek problemów. Przeskakujesz wszystkie kłody i doły.Pamiętaj, że to Twoja wizja. To co przedstawiłam to tylko przykłady. Puść wodze fantazji i do dzieła!



5. Nagrody

Tak jak wspomniałam w poprzednim punkcie. Odsuwamy w czasie wykonanie wielu czynności, które nie dają natychmiastowego efektu.



Dobrą metodą, którą odkryłam stosunkowo niedawno jest nagradzanie się za osiągnięte mini-cele (tygodniowe, miesięczne wyzwania).

Pamiętajmy tylko żeby nagroda nie była bojkotowaniem naszego celu.

Przykładowo. Nagrodą za trenowanie cały tydzień nie powinien być McDonalds (Nie mylmy nagrody z tzw. cheat mealem- o czym kiedy indziej)


U mnie za wykonanie planu treningowego przez 2 tygodnie, kupuje sobie jakąś drobną rzecz np. jakiś ciuch czy kosmetyk. Postarajmy się, żeby nagroda nie była zbytnim obciążeniem dla porfela.

Świetną taktyką są też nagrody natychmiastowe.Jak to wygląda?


Umawiam się ze sobą (a jestem przecież osobą honorową, prawda?), że po wykonaniu treningu obejrzę odcinek ulubionego serialu, posiedzę 15 minut na jakiejś odmóżdżając stronie, albo po prostu poleżę do góry brzuchem.

Co jest ważne? Najważniejsza jest tu kolejność, priorytetem jest cel, nagroda przychodzi później.


Co dalej? Te 5 metod to jedne z kilkunastu, które stosuję i które w końcu pozwoliły mi zmienić moje życie na lepsze.


Postaram się niebawem opisać resztę. W międzyczasie zapraszam do podejmowania ze mną wyzwań!


Wyzwanie.png

Subskrybuj żeby zawsze być na bieżąco