Wyzwanie.png

Subskrybuj żeby zawsze być na bieżąco

Jestem zakochana w ćwiczeniach i zdrowym odżywianiu. Swoją przygodę z fitnessem zaczęłam w 2014 roku- właśnie od różnych tygodniowych, miesięcznych wyzwań.

Pierwsze wyzwanie, które wykonałam to 30 dni przysiadów i 30 dni brzuszków. Później było wyzwanie bez chleba, wyzwanie bez słodyczy itd.

W przeciągu 3 miesięcy zrzuciłam 17kg, zeszłam z 74kg do 57. Czułam się jak królowa świata.

Każda osoba, która dokonała pozytywnej  zmiany w swoim życiu, wie jakiego daje ona kopa. W przeciągu 3 miesięcy moja pewność siebie osiągnęła wyżyny. Zaczęłam kupować nowe ubrania, bo we wszystkim wyglądałam dobrze. 

To był też czas kiedy poznałam mojego obecnego męża. Wiem, że wszystko by się ułożyło nawet gdybym ważyła dużo, dużo więcej, ale ta pewność siebie sprawiła, że wszystko mi się udawało.

 

Chcę więc i Was zarazić tą euforią i radością z odnajdywania siebie i pokonywania przeciwności.

Szczęście to oczywiście nie numer na wadze, czy obwód talii, ale doskonalenie siebie i radość z nowych wyzwań.

Czasem nie jest łatwo by się zmotywować, zmiany przychodzą prawie wszystkim z trudnością.

Każdy z nas ma jakiś cel, marzenie coś co chciałby osiągnąć. Długo zastanawiałam się jak spełniać swoje marzenia.

Tworzyłam monstualne plany, które mnie przerażały. Tworzyłam miesięczne wizje mojej przemiany. Noworoczne wyzwania były moimi ulubionymi, bo cóż bardziej wzniosłego niż - nowy rok - nowy/ nowa ja.

Tutaj chyba nie muszę chyba mówić jak to się zazwyczaj kończy. Noworoczne wyzwania umierają z najdejściem lutego, albo i wcześniej. 

Jak jest teraz? Dzisiaj wiem, że trzeba do wszystkiego podchodzić powoli... Wiem, wiem co myślisz. Sama jestem typem wszystko albo nic.

Potrafiłam ćwiczyć 2 godziny dziennie, albo nie ruszać się wcale. 

 

Dzisiaj estem zwolenniczką krótkich wyzwań. To one są załążkiem długotrwałych zmian.

Wiele razy dorzucamy intensywność za szybko, nie będąc na to gotowym.

Gdy powiemy sobie "Od dziś będę ćwiczyć codziennie" to sami możemy przerazić się tym jak duże jest to wyzwanie. 

Jak to? Tak przez całe życie?

Lepiej postawić na krótsze, osiągalne wyzwania, które będą dla nas łatwiejsze do przyjęcia.

Zamiast od razu rzucać się a głęboką wodę, pierwsze warto zbudować nawyk. Dopiero później np. zwiększać intensywność czy długość wyzwania.

Krótkie wyzwania sprawiły, że nauczyłam się 2 dodatkowych języków obcych. To dzięki krótkim kilkudniowym postanowieniem niedawno świętowałam  5 rocznicę regularnych ćwiczeń.

Życie to sztuka wyboru. Jest w tym bardzo dużo prawdy. Dobrze jest planować długotrwałe cele, ale najważniejsze to skupić się na tym co robimy tu i teraz.

Na kolejnym kroku, na kolejnym działaniu. Ogrom niektórych przedsięwzięć może nas na początku przerażać. Gdy rozbijemy ten ogromny, nieogarniony twór na mniejsze łatwostrawne kroki wszystko stanie się łatwiejsze.

 

Przypomina mi się książka "Momo", której autorem jest Michael Ende.

Tytułowa Momo spotyka w pewnym  człowieka sprzątającego ulicę. Momo była bardzo zadziwiona jak dużo pracy ma ten człowiek, gdyż ulica, którą sprzątał była bardzo długa. Człowiek ten odpowiedział Momo, że sztuczką w tym wszystkim jest myśleć tylko o kolejnym kawałku, o kolejnym kroku.

Chcę wziąć Was w podróż. W długą podróż. Dołączcie do mnie i chodźmy razem. Krok po kroku. Metr po metrze, Schodek po schodku.

Ani się obejrzymy gdy będziemy tam gdzie chcemy dojść.

Piszcie do mnie, komentujcie. Podejmujcie wyzwania!