WYZWANIE MINIMALIZM - POCZĄTEK DŁUGIEJ DROGI. CZYLI JAK OPĘTAŁA MNIE CHĘĆ POSIADANIA.

W ostatnim czasie coraz bardziej interesuję się tematem minimalizmu.

Mimo, że staram się przekonać do tej filozofii życia to wciąż momentami wywołuje ona u mnie strach.





Czym jest minimalizm?


Minimalizm jest niejako przeciwieństwem materializmu. W przypadku materializmu zakłada on, że dobra materialne przynoszą nam szczęście i spełnienie. Minimalizm uczy nas, że będziemy czuć się o wiele lepiej gdy uwolnimy się od jarzma zbieractwa i konsumpcjonizmu.


Minimalizm jest też odpowiedzią na nasze coraz bardziej konsumpcyjne społeczeństwo. Reklamy przekonują nas, że nie tylko potrzebujemy, ale musimy mieć więcej. Czy jest to jednak prawda?


Mnie samą wiele kupionych rzeczy bawi tylko przez kilka minut.


Dlaczego warto skłonić się ku minimalizmowi?


Istnieje bardzo dużo zalet tego nurtu.


1. Ekologia- kupujemy mniej i wyrzucamy mniej. Produkujemy dużo mniej odpadów.


2. Oszczędność pieniędzy - często kupujemy przedmioty, których tak naprawdę nie potrzebujemy. Impulsywnie decydujemy o zakupie, a później często zapominamy, że kupiliśmy daną rzecz.


3. Porządek - mniej rzeczy oznacza łatwiejsze utrzymanie porządku. Przy tonach ubrań szafa nigdy nie będzie wyglądać na uporządkowaną. Biurko nigdy nie będzie w ładzie gdy leży na nim setka różnych papierów i babilotów.


4. Walka z demonami - ludzie kupujący pod wpływem impulsu (tak jak ja) często tak naprawdę odreagowują tym sposobem stres.


5. Czystszy umysł - poszukiwanie radości raczej w doświadczeniach, emocjach, relacjach międzyludzkich niż w dobrach materialnych.


Czy jednak zawsze wierzyłam w te słowa?


Kiedyś będę mieć wielką garderobę, sto par butów, worek markowych kosmetyków i...


Pamiętam jak kiedyś pracowałam jako pomoc u pewnej zamożnej pary. Szczególnie kobieta - mocno po sześćdziesiątce - zaimponowała mi eleganckimi strojami i świetnie dobranymi dodatkami.


Jako pomoc zajmowałam się głównie sprzątaniem. Pamiętam jak zachwyciłam się ilością wszystkiego co posiadała. Miała chyba z 50 szminek - wszystkie najdroższych marek- Channel, Yves Saint Laurent i reszty gromady. Szafy uginały się pod nadmiarem ubrań- nie wiedziałam jak mam je składać, bo nigdy nie było miejsca.

Kobieta miała przynajmniej 100 spódnic i tyle samo sweterków - znów wszystko od czołowych projektantów. Ubrania gniotły się upychane do szafy, piękne okazy często były przygniecione ciężarem reszty garderoby.

Na każdym wieszaku wisiało przynajmniej 5-6 rzeczy.


Pamiętam jak codziennie przychodziła z kolejną dostawą - kupowała praktycznie bez przerwy.


Pani miała także pokój, a w nim kolejną szafę w której znajdowała się jeszcze większa kolekcja ubrań. W łazienkach pod zlewami miała całe szafki wypełnione kosmetykami.

W jednej z nich wszystkie były wrzucone do wielkiego czarnego wora na śmieci.


W tym worze niestety wszystko było już przeterminowane i pachnące niezbyt przyjemnie.

Za jej zgodą wyrzuciłam, więc cały worek. Pamiętam jak dziwnie się wtedy czułam. Był to czas kiedy nie miałam pieniędzy i ten worek wydawał mi się takim marnotrawstwem.


Z drugiej strony zazdrościłam jej. Też chciałam mieć garderobę, sto par butów i czarny worek pełen markowych kosmetyków pod zlewem.


Szał zakupowy


Moja sytuacja zmieniła się, gdy udało mi się znaleźć dużo lepszą pracę. Lepsza praca, lepsza płaca i tak się zaczęło.


W końcu było mnie stać by coś sobie kupić. Na początku mnie to cieszyło i wprawiało wręcz w euforyczny stan. Nie musiałam już wpatrywać się w wystawy marząc, że mogę sobie coś zafundować.


Zaczęłam szczególnie namiętnie kupować kosmetyki, ponieważ wcześniej mogłam sobie pozwolić na maskarę, dezodorant i krem do twarzy. Chciałam więc obkupić się za wszystkie czasy.


Niestety coraz częściej zaczęłam czuć wyrzuty z powodu zakupów. Często nawet zdarzało się, że kupiłam coś bardzo podobne do tego co już mam.


Na szczęście mam tyle samokontroli, że nigdy nie spowodowało to kłopotów finansowych. Niemniej jednak zaczęło mi to pomału przeszkadzać.


Decyzja o zmianie i zakupowy odwyk.


Obecnie jestem w trakcie dwóch wyzwań, które pomagają uniknąć nadmiaru rzeczy.

- 30 dniowe wyzwanie bez plastiku

- 100 dni bez nowych kosmetyków


W planie mam kilka kolejnych wyzwań, które pomogą wdrożyć więcej minimalizmu w życie:

- Akcja odgracanie - mam zamiar przeglądnąć każdą rzecz jaką mam w domu i zastanowić się czy jest mi potrzebna.

- Akcja "nic nowego" - czyli kompletne ucięcie zakupów (tylko spożywcze i niezbędne do funkcjonowania)